o wspólnocie
Aby zaistniała wspólnota, konieczny jest wspólny wyraz; aby jednak wyraz nie był tylko zewnętrzny, potrzebna jest wspólna interioryzacja, wspólna droga ku wnętrzu (i ku górze). Jeśli człowiek uczestniczy tylko w wymiarze wyrazu, tylko jako „rola” i tylko w rolach, to wspólnota, która powstaje, jest jedynie grą, która kończy się wraz z grą i rolą, jaką w niej pełni. Poczucie izolacji, istotnej samotności człowieka i niezdolności do komunikacji oddzielonych od siebie Ja, opisywane przez Jeana Paula Sartre’a, Simone de Beauvoir i Alberta Camusa w imieniu całego pokolenia, poczucie leżące u podstaw buntu przeciw człowieczeństwu, który przeżywamy, płynie z doświadczenia tego, że droga ku wnętrzu prowadzi do zamkniętych w sobie Ja, a droga na zewnątrz jedynie ukrywa ową zasadniczą niemożliwość wzajemnego związku. Chrześcijańska liturgia mogłaby i powinna być odpowiedzią na to doświadczenie. Nie czyni tego, jeśli wyczerpuje się w zewnętrznej aktywności. Jej jedyna możliwość polega na tym, że przez wprowadzenie w słowo liturgiczne i w liturgiczną rzeczywistość – w obecność Pana – otworzy zamknięte w sobie Ja na wewnętrzną komunikację z Tym, który przez swoją ofiarę na krzyżu dał siebie dla nas wszystkich. Jeśli uda się urzeczywistnić taką wspólną interioryzację pod kierunkiem wspólnych modlitw Kościoła i leżącego u ich podstaw doświadczenia Ciała Chrystusa, wtedy wspólny wyraz staje się możliwy; ludzie nie łączą się wówczas tylko w rolach, lecz dotykają się w swoim bycie i dopiero wówczas powstaje „wspólnota”. (fragment z kard. J. Ratzinger, "Święto wiary. O teologii Mszy Świętej.")
